Zobacz film Making of Song of Songs Festival 2008 >>

Wiejemy z szufladek
Z Hubertem „Spiętym” Dobaczewskim z Lao Che rozmawia Marcin Jakimowicz

Po waszym ostatnim krążku Gospel media zgłupiały: Niektórzy wrzucili was do worka „muzyka chrześcijańska” inni prawie egzorcyzmowali…

Nie słyszałem, by ktoś konkretnie wrzucił nas do worka „muzyka rockowo-chrześcijańska”. Ta muzyka wypływa z kultury chrześcijańskiej, to jasne. Jestem Polakiem żyjącym nad Wisłą. Żyję na pograniczu ducha i religii katolickiej. Nasza płyta nie opowiada się za czymś konkretnym i nie sprzeciwia się czemuś. Nie stoi w opozycji do religii. To raczej ciąg pytań, refleksji, prowokacji, zapis duchowych zmagań…

Nie boicie się wystąpić na Song of Songs?

A co tam biją?

Nie, odwrotnie…

Nie, nie boimy się (śmiech). Jak mamy się kochać, to nie ma problemu. Któregoś dnia zadzwonił do mnie Robert Friedrich i powiedział, że chciałby byśmy zagrali w Toruniu. Opowiadał, że to festiwal ekumeniczny więc grają załogi z całego świata, różnych kultur. Taka otwarta impreza. Zgodziłem się. Dlaczego? Bo szanuję Litzę za jego poglądy i postawę. Nie boję się zagrać na chrześcijańskiej imprezie. Czego mam się bać?

Zaszufladkowania. Zamknięcia w ciasnym muzycznym getcie…

Nie, tego się nie boję. Nas nie da się zaszufladkować. Kiedyś grałem w para-hip-hopowej kapeli Koli i też byliśmy wyrzuceni poza nawias kultury hip-hopowej. I tam sobie nieźle funkcjonowaliśmy. Gdy z Lao Che nagraliśmy „Gusła”: krążek mroczny, z zabarwieniem metalowym, wręcz blackowym media tez nie wiedziały co z nami począć. Podobnie było z „Powstaniem Warszawskim”. Dzięki Bogu zawsze udało się nam wymknąć z szufladki. Podobnie będzie teraz. Jeden koncert niczego nie zmieni. Mam stanąć na toruńskiej scenie i być przekonywujący: to wszystko, co do mnie należy. Ktoś, kto mnie widzi ma zobaczyć jedno: to jest Spięty, on nie owija w bawełnę, jest sobą. Jest przekonywujący. Nie wywinie się.

Na „Gospel” jest sporo ironii. To od dawna wasza mocna broń. Nie bałeś się pisać z ironią o ewangelii, w której nie ma cienia kpiny, szyderstwa? Jezus nie mówi o „Ptysiu miętowym”…

Ale te słowa nie są według mnie obrazoburcze. Ja nie chce epatować żadnym skandalem. Teksty płyty są zbiorem przemyśleń, które mi towarzysza na temat ducha i religii od bardzo wielu lat. Są szczere, prawdziwe. To jest stan mojego ducha na dziś. Są zwątpienia, myśli mało konstruktywne. Nie wstydzę się ich, ale szczerze się do nich przyznaję. Daję temu wyraz w tekstach. Nie jestem człowiekiem uduchowionym, pewnym, wyzwolonym…

Często w wywiadach opowiadasz, że płyta powstawała, gdy byłeś w sporym kryzysie. Nie boisz się tak odsłaniać?

A kto nie przeżywa kryzysu? Myślę że najprostszą drogą wyjścia z kryzysu jest wejście w lęk i powiedzenie sobie: Nie jest dobrze. Takie stanięcie przed sobą samym w prawdzie. Dlatego w moich tekstach też „nie jest dobrze”. Czuć napięcie między Bogiem i człowiekiem, jakieś pęknięcie w samym człowieku. Istnieje ten kryzys i warto się do niego przyznać.

Piszesz ironicznie tylko o innych czy też o sobie? Szczerze: Nie chciałbyś mieć „siedmiu płatnych niedziel w tygodniu”?

Jasne, że chciałbym. „Myślałem, że tu będzie inaczej, a tu jest tak do dupy raczej” – pod tym też mógłbym się podpisać całym sobą. Jestem wiecznie niezadowolonym malkontentem, co zrobić… Trudno mi mówić o wszystkich teksach, o tym, „co autor chciał powiedzieć”, bo jak piszesz o kryzysie i chaosie, to nie jesteś nawet wszystkiego świadom. To nie jest tak, że wszystko jest przejrzyste i poukładane. To raczej świadectwo chaosu, który jest w tobie, luźny kolaż obrazów, impresji. Człowiek się szarpie: raz za Bogiem tęskni, później się na Niego obraża, innym razem udaje, że Go w ogóle nie ma. Taki misz-masz, tygiel, w którym się wszystko gotuje. Jest tam sporo pytań, wątpliwości, autokrytyki, autoironii.,

„Noe to gość co się czasem spinał, ale uwierzył”. To o tobie?

W pewnym sensie tak. Świadomie użyłem słowa „spinał”,. Ludzie podchodzą do mnie i pytają: o co w tym tekście chodzi? A ja mówię uczciwie: nie wiem. To rozmowa Boga z człowiekiem. Pełna napięcia, nieporozumienia. Człowiek wyobraża sobie Boga na ludzki sposób: myśli, że Bóg też się waha, ma depresje, humory, czegoś żąda, czegoś wymaga. To spotkanie rodzi napięcie i wielkie, wielkie nieporozumienie.

Ale z tych nieporozumień czasem rodzi się przyjaźń… Do zobaczenia w Toruniu na SONG OF SONGS – 27 czerwca.



 

 
 

© Song of Songs Festival www.songofsongs.pl ::::: organizator: www.sosmusic.pl

 
hosting: Logonet